Izby Pielęgniarskie Koszalin

Vision...

Temat: Kasy fiskalne dla prawników i lekarzy czyli dziennikarze to ignoranci

ależ napisałaś głupot w jednym zdaniu.
1. na czym polega "hermetyczność" środowiska? Hermetyczne to ono było 10 lat temu, teraz jest w nim przeciąg.
Czy na tym forum naprawdę obowiązuje zasada, że jak ktoś wyrazi inny pogląd niż przedmówca, to od razu "wygłasza" czy "pisze" głupoty?
Według mnie nadal jest środowiskiem zamkniętym, nawet bardzo, a przewiew potrzebny od zaraz.
Czym innym są wewnętrzne podziały między lekarzami, czym innym hermetyczność – zamknięcie na czynniki zewnętrze – tej grupy zawodowej.

MAREK STACHOWICZ, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie "Mówią o nas, że jesteśmy hermetyczną grupą zawodową. Coś w tym jest prawdziwego, bo wystarczy tylko spojrzeć na nasze kontakty i relacje z innymi samorządami grup zawodowych, jak pielęgniarki, farmaceuci, prawnicy. Relacje Izby Lekarskiej z Izbą Pielęgniarską są wyłącznie poprawne. Mają one charakter chłodno-wyniosły. Niejednokrotnie lekarze patrzą na pielęgniarki z góry. Są i tacy wśród nas, którzy twierdzą, że dążenia zawodowe pielęgniarek tworzących praktyki indywidualne to przerost ambicji z ich strony. W niektórych praktykach lekarskich pielęgniarki w akcie desperacji postanowiły się usamodzielnić, bo miały dość feudalnych zależności, dosyć funkcji ‟dziewczyn do wszystkiego” w praktykach jaśnie pań/panów doktorów."

Sternie, to chyba nie jest temat o środowisku medycznym, w tym o lekarzach. Ja chętnie o tym porozmawiam, ale może słuszniej byłoby, gdybyś założył tematy w kategorii "służba zdrowia" dot. lekarzy, pielęgniarek, zarobków, organizacji placówek ochrony zdrowia, NFZ (nawet jest, ale...) - co Ty na to?

Źródło: eurowybory.platforma.org/forum/index.php?showtopic=23756



Temat: Niepełnosprawni mogą leczyć zęby w koszalińskim szpitalu
" />W koszalińskim szpitalu od kilkunastu lat działa jedyny w regionie gabinet stomatologiczny specjalizujący się w leczeniu zębów osobom niepełnosprawnym.

Anestezjolog Hanna Choińska (od lewej), pielęgniarka anestezjologiczna Danuta Pawłowska, asystentka stomatologiczna Wiesława Iwanowska i stomatolog Bogumiła Kutyłowska przygotowują do zabiegu jednego z pacjentów.
(Fot. Radosław Koleśnik)



– Gdyby nie ten gabinet, osoby upośledzone umysłowo nie miałyby gdzie leczyć zębów. Jest to specyficzna grupa pacjentów, wymagająca szczególnego sposobu postępowania – mówi doktor Bogumiła Kutyłowska, stomatolog prowadząca gabinet od 1996 roku. Czynny jest codziennie.

Przyjmowani są tu pacjenci z upośledzeniami umysłowymi, mający stosowne orzeczenia o niepełnosprawności. Z leczenia korzystają dzieci i dorośli pensjonariusze domów pomocy społecznej, wychowankowie szkół życia, podopieczni placówek Caritasu, domów dziecka. Przyjmuje się tu także osoby niepełnosprawne, które przebywają w domach, pod opieką najbliższych.

Zabiegi – obejmujące profilaktykę oraz leczenie i usuwanie zębów – wykonywane są w narkozie.
– Podczas jednej wizyty przeprowadzamy kompleksową sanację jamy ustnej. Dysponujemy nowoczesnym sprzętem do znieczulania ogólnego, który umożliwia nam pełne monitorowanie pacjenta podczas zabiegu – mówi doktor Bogumiła Kutyłowska. Przez cały czas jest on po opieką stomatologa, anestezjologa oraz pielęgniarki anestezjologicznej i asystentki stomatologicznej.

Stosunkowo niedawno udało się wygospodarować specjalne pomieszczenie na pokój wybudzeń. Tu pacjenci trafiają po zabiegu. Koszt leczenia w całości refunduje Narodowy Fundusz Zdrowia.
Gabinet mieści się przy dziecięcej izbie przyjęć Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie (ul. Chałubińskiego 7).

Jak się umówić? Na wizytę trzeba się wcześniej zarejestrować. Można zrobić to osobiście lub telefonicznie – pod nr 94 348 83 12. Ponieważ zabiegi wykonywane są w narkozie, pacjenci muszą być do nich odpowiednio przygotowani. Muszą posiadać także stosowną dokumentację.

Źródło http://www.gk24.pl

Źródło: fanton.nazwa.pl/napromieniowani/forum/viewtopic.php?t=235


Temat: W szpitalu brakuje 30 pielęgniarek
Ewa Marczak

Wprawdzie acjenci z Koszalina i okolic mogą jeszcze spać spokojnie, ale już wkrótce może się okazać, że nie będzie się miał nimi kto opiekować. W naszym szpitalu już brakuje kilkudziesięciu sióstr.  Pielęgniarki coraz częściej szukają lepiej łatnej racy za granicą.
Od miesięcy systematycznie i drastycznie spada liczba ielęgniarek w szpitalach w dużych miastach, np. Krakowie od zaraz otrzebnych jest około 650 sióstr, a w Poznaniu - blisko 200.
Z opublikowanego rzez resort zdrowia raportu wynika, że w olskich szpitalach i rzychodniach brakuje onad 4 tys. lekarzy i onad 3,5 tys. ielęgniarek.
A u nas? Od maja 2004 r., gdy Polska weszła do Unii Europejskiej, z dawnego województwa koszalińskiego (bez Wałcza) wyjechało ok. 80 ielęgniarek. Koszaliński szpital wojewódzki od zaraz może rzyjąć się do racy 30 sióstr.  -  Mamy  czterysta osiemdziesiąt dziewięć  etatów dla  ielęgniarek.– informuje Monika Zaremba, rzecznik lacówki.-  Najwięcej wakatów mamy na oddziałach: chirurgii ogólnej, wewnętrznym B i ratunkowym. Przydzielamy tam do omocy ielęgniarkom opiekunki.
- Na Pomorzu Środkowym nie ma jeszcze boomu emigracyjnego – twierdzi Małgorzata Wypych, rzewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Koszalinie. - Jednak ielęgniarek na ewno brakuje. Naszą bolączką jest brak specjalistycznej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która kształciłaby na oziomie licencjatu. Większość ielęgniarek ma średnie wykształcenie medyczne, o ięcioletnim liceum medycznym, a ono nie jest uznawane w innych krajach Unii Europejskiej.
Kto wyjeżdża za chlebem za granicę? - Robią to głównie osoby młode, które znają języki obce – mówi Małgorzata Wypych. -  Większość z nich wolałaby jednak racować w kraju, tylko w godnych warunkach.
Poza emigracją zarobkową rzyczyną braku coraz większej liczby ielęgniarek w szpitalach naszego regionu jest wysoka średnia wieku sióstr. Wynosi ona 40 – 49 lat. Za kilka lat, kiedy te ielęgniarki rzejdą na emeryturę, nie będzie miał ich kto zastąpić. Absolwentki ielęgniarstwa , które teraz kończą studia, albo zaczynają racę w innych zawodach, albo od razu o odebraniu dyplomów wyjeżdżają za granicę.
Ile ielęgniarek musi zabraknąć w szpitalu, żeby acjenci mogli oczuć się zagrożeni? - Nie wiemy – rzyznaje Monika Zaremba. - Nie robiliśmy takich obliczeń, bo mamy nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie.

Jakie łace w krajach UE?
W koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim średnie zasadnicze wynagrodzenie ielęgniarki to 1450 zł (brutto). To skromne wynagrodzenie, które nie może się równać z wynagrodzeniami w zagranicznej służbie zdrowia.
Dla orównania, w Wielkiej Brytanii ensja ielęgniarek i ołożnych zaczyna się od 3,8 tys. euro (ok. 14,4 tys. zł). W Irlandii zarobki są niższe, bo od 2,1 tys. euro do 3,4 tys. euro. Jeszcze mniej łacą Włosi, bo od 1,3 tys. euro. Polacy jednak mogą tam dorobić za godziny nadliczbowe. Najmniej ielęgniarki zarabiają miesięcznie w Grecji, bo od 1 tys. euro. Otrzymują jednak do zasadniczego wynagrodzenia dodatki za racę w godzinach nadliczbowych.
Źródło: koszal.in/forum/viewtopic.php?t=4791


Temat: Rzecznicy praw lekarzy, czyli w obronie przed pacjentem !!!
Rzecznicy praw lekarzy, czyli w obronie koniecznej przed pacjentem


Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia
20-08-2010 06:36

Naczelna Rada Lekarska zamierza powołać 3 września rzecznika praw lekarza, który koordynowałby działalność rzeczników przy izbach lekarskich. Jest ich coraz więcej. Czy świadczy to o narastaniu agresji wobec lekarzy i pielęgniarek?

A może rzecznik w obronie P.A. i Pacjentów Polskich Wsi !!!

Spośród 24 izb lekarskich rzeczników praw lekarza powołano dotąd w: Bydgoszczy, Gorzowie Wielkopolskim, Katowicach, Kielcach, Koszalinie, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Poznaniu, Toruniu, Zielonej Górze. Funkcję tę pełnią z reguły lekarze, którzy najczęściej służą radą mniej doświadczonym kolegom. Ale wśród rzeczników zdarzają się też prawnicy.

Rzecznik: prawnik
– W marcu tego roku, po konsultacjach ze środowiskiem, zdecydowaliśmy się na prawnika. Głównym kryterium była skuteczność. Trzeba znać prawo cywilne, karne, prasowe, pracy, a lekarz jest w tych sprawach laikiem – opowiada Marek Zabłocki, prezes Warmińsko-Mazurskiej Okręgowej Izby Lekarskiej i dodaje, że mecenas współpracuje na co dzień z komisją etyki lekarskiej, zaś ostateczna decyzja co do wszczynania sporu prawnego należy do Izby i oczywiście skrzywdzonego lekarza.

Do tej pory prawnik uczestniczył w około 10 konfliktowych sprawach. Zabłocki zauważa, że już sama jego obecność w czasie pertraktacji ze stroną sporu przyczynia się do szybszego załatwienia sprawy.

Rzecznik: lekarz
Inny model wybrali np. w Opolu. Tamtejszy rzecznik praw lekarza, Jacek Mazur, tak mówi w Gazecie Wyborczej o swojej działalności:

– Prawnych narzędzi nie mam żadnych. Mogę pomagać po koleżeńsku, na gruncie moralności i etyki zawodowej. Mogę pomóc w ocenie sytuacji, mogę interweniować w izbie lekarskiej, która ewentualnie znajdzie pomoc prawną. Chodzi o to, by w trudnych sytuacjach lekarz nie był zdany tylko na siebie, by się nie poddawał, dlatego że nie ma siły walczyć, gdy dzieje mu się krzywda.

Przy okazji zwraca też uwagę na istotną różnice między prawnikiem a lekarzem w roli rzecznika. Twierdzi mianowicie, że jako rzecznik musi być przekonany, że w danym przypadku racja leży po stronie lekarza, podczas gdy adwokat broni klienta zawsze.

– Model funkcjonowania rzecznika praw lekarza jeszcze się kształtuje, więc nie można wyrokować, lekarz czy prawnik okaże się lepszym rzecznikiem – mówi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz.

Rady policjantów
Prezes i wiceprezes spotkali się w sierpniu z Komendantem Głównym Policji Andrzejem Matejukiem, żeby omówić możliwości przeciwdziałania agresji wobec pracowników ochrony zdrowia. Z oficjalnego komunikatu wynika, że ustalono wstępne założenia działań, których realizacji podejmie się zespół złożony z przedstawicieli Komendy Głównej Policji, Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Co konkretnie ustalono?

– Zamierzamy wprowadzić system informatyczny rejestrujący zgłoszenia o przemocy wobec lekarzy i pielęgniarek Pozwoli on precyzyjnie określić skalę zjawiska, które dotyka w większym stopniu pielęgniarek niż lekarzy – odpowiada Hamankiewicz i na marginesie dodaje, że nawet policja ma kłopot z określeniem rozmiarów przemocy wobec swoich funkcjonariuszy.

Kolejnym konkretem jest porada policjantów, żeby w SOR-ach, gdzie bardzo często dochodzi do przemocy wobec personelu medycznego, instalować choćby atrapy kamer monitoringu.

Stare dane – ciemna liczba– Jesteśmy dopiero na etapie definiowania zjawiska. 22 września br. w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej odbędzie się konferencja na temat agresji w ochronie zdrowia – zapowiada Hamankiewicz.

Będzie to kolejne spotkanie środowiska lekarskiego poświęcone temu problemowi. Poprzednia konferencja była 11 marca. Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej przywołał wtedy wyniki badania CBOS z 2007 r., w którym wzięło udział 350 lekarzy.

Zapytano ich m.in. o to, czy padli ofiarą agresji ze strony pacjentów lub osób występujących w ich imieniu. Ponad połowa – 51 proc. odpowiedziała twierdząco. 10 proc. przypadków agresji wiązało się z przemocą fizyczną wobec lekarzy. 0 18 proc. zdarzeń zawiadamiana była policja.

Warto też zauważyć, że badania zjawiska przemocy wobec personelu medycznego w innych krajach np. w Kanadzie pokazują, że w większości jest to agresja słowna, a do ataków na lekarzy i pielęgniarki najczęściej dochodzi w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.

Potrzebne wsparcie
Formy przemocy wobec personelu medycznego są przeróżne: obelgi, wyzwiska, groźby, naruszenie nietykalności cielesnej.

– Chcielibyśmy, żeby tej przemocy nie było, ale nie łudźmy się, ona będzie, choć może przybierać bardziej wyrafinowane formy. Wiedza pracowników, jak sobie z tym radzić jest tylko intuicyjna. Tego się nie uczy – mówił Krajewski podczas marcowej konferencji.

Rzecznicy praw lekarza nie nauczą, jak radzić sobie z agresywnym pacjentem. Działają post factum. Na razie ich znaczenie polega na tym, że są. To też coś znaczy. Pacjenci i ich najbliżsi mają świadomość, że lekarz lub pielęgniarka będą mieli wsparcie; pracownicy ochrony zdrowia – że będą na nie mogli liczyć i że nie są sami.

...Albo Rzecznik od radzenia sobie z Agresywnym Urzędnikiem...hmm - ktoś sobie robi "JAJA" ? bo nie "kumam" ?

źródło : http://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Rzeczn ... 884,2.html
Źródło: punkty-apteczne.pl/viewtopic.php?t=1003


Temat: Cierpienie na izbie przyjęć
20-letni Marcin Adamczyk rzyjechał do koszalińskiego szpitala wojewódzkiego z ostrym bólem brzucha. Zanim trafił na stół operacyjny spędził onad sześć godzin w izbie rzyjęć. Następnego dnia zmarł. - Jestem rzekonana, że można było go uratować – mówi ze łzami w oczach Maryla Adamczyk, babcia Marcina.

Od śmierci dwudziestolatka minęły rawie dwa miesiące, ale jego dziadkowie wciąż nie mogą ogodzić się z utratą wnuka. Winą obarczają rzede wszystkim racowników lecznicy. Zarzucają im opieszałość i bezduszność. Sprawę skierowali do rokuratury.
Marcin cierpiał na wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Musiał rzestrzegać diety.
- Wnuk bardzo dbał o siebie. Uważał na to, co je – wspomina ani Maryla. – Czasem koledzy się z niego śmiali, bo na imprezy rzynosił tylko sok owocowy. 
Mimo choroby i okresowych hospitalizacji chłopak starał się żyć normalnie. Studiował zarządzanie i marketing, racował dorywczo, niedawno zrobił rawo jazdy. Dziadkowie kupili mu mieszkanie. Miał zacząć samodzielne życie.
Marcin na bóle brzucha zaczął się uskarżać w niedzielę, 4 stycznia. Wziął rzepisany rzez lekarza środek rzeciwbólowy, ale dolegliwości nie ustąpiły. W nocy ojechał do olikliniki. Dostał zastrzyk i wrócił do domu. Rano oszedł do lekarza rodzinnego. Towarzyszyła mu Agnieszka, jego dziewczyna. Po zrobieniu badań, otrzymał skierowanie do szpitala. Lekarz odejrzewał zapalenia wyrostka robaczkowego.   
- Nie ojechaliśmy z nim, bo oboje mieliśmy grypę – mówi an Julian, dziadek chłopaka.
Marcin na izbę rzyjęć trafił około czternastej. Ból nasilił się do tego nia, że nie mógł się ruszać. Załatwianiem formalności zajęła się jego dziewczyna.
Po onad godzinie do chłopaka odeszła ielęgniarka z termometrem i kazała mu zmierzyć temperaturę. Potem dwudziestolatek miał czekać na konsultację z chirurgiem w sali obserwacyjnej. Z relacji jego dziewczyny wynika, że czuł się tak źle, że spytał się ielęgniarki, czy i gdzie może się ołożyć.
Lekarz rzyszedł około godziny 17 i zlecił wykonanie RTG i USG. Na badania chłopak czekał kolejne dwie godziny. Do racowni zabrał go sanitariusz. Marcin czuł się coraz gorzej. Było mu niedobrze, ale radzić musiał sobie sam, bo nikogo z ersonelu rzy nim nie było. Sanitariusz owiedział chłopakowi i jego dziewczynie, że muszą czekać na jego zmiennika, bo on kończy już dyżur.
Kilka minut o 19 rzyszedł lekarz i zabrał chłopaka na kolejne badanie. Potem Marcin znów musiał czekać. Nie mógł siedzieć, więc ołożył się na łóżku, które stało rzy racowni USG. Na izbę rzyjęć zawiózł go ielęgniarz. Chłopak uskarżał się na coraz silniejsze bóle, ale zdaniem jego dziewczyny, zarówno jej, jak i jego rośby o omoc i lek rzeciwbólowy był ignorowane rzez ersonel. Pielęgniarki odały mu środek mający uśmierzyć ból dopiero o interwencji jego mamy, która do szpitala dotarła rzed godziną 20. Jednak zastrzyki nie omagały.
- Wnuk był za grzeczny, wstydził się rzyznać, że go boli – denerwuje się ani Maryla. - Inny acjent ewnie zrobiłby awanturę i zażądał natychmiastowej omocy, a on tylko cierpliwie czekał. 
O 21 Marcin został rzyjęty na Oddział Chirurgii Ogólnej. Po badaniu lekarze oinformowali mamę chłopaka, że odejrzewają ęknięcie jelita lub żołądka i otrzebna jest natychmiastowa operacja. Po zabiegu dwudziestolatek został rzewieziony do czteroosobowej sali.
- Lekarz rowadzący wyjaśnił synowej, że to nie było groźne schorzenie, a operacja rzebiegła bez komplikacji – dodaje babcia chłopaka.
Mama Marcina chciała zostać rzy synu rzez całą noc. Usłyszała, że nie może, a informacje będą udzielane rzez telefon.
Agnieszka do szpitala zadzwoniła o czwartej rano. Pielęgniarka owiedziała jej, że Marcin śpi o operacji i nic złego się nie dzieje. O iątej to samo usłyszała mama Marcina. Kilka godzin óźniej chłopak nie żył.
- Wnukiem od samego oczątku nikt właściwie się nie zajął – zaznacza dziadek chłopaka. - Jeżeli na izbę rzyjęć zgłasza się acjent, który dosłownie wije się z bólu i sinieje, a racownicy każą mu czekać to chyba coś jest nie w orządku. To jest o rostu znieczulica.
- Jak można atrzeć na to, jak człowiek cierpi i mu nie omóc – wtrąca ani Maryla. - Rozumiem, że lekarz może nie mieć w danym momencie czasu, ale są rzecież wyszkolone ielęgniarki, które mogły odać mu środek rzeciwbólowy. Zainteresować się jego stanem. Wnuk był rzecież w szpitalu. Wokół lekarze i ielęgniarki, specjalistyczny sprzęt, a on umiera?
Dziadkowie Marcina złożyli zawiadomienie do rokuratury. Nie mogą ogodzić się z tym, że ich 20-letni wnuk nie żyje. Są ewni, że gdyby szybciej otrzymał omoc i był od stałą obserwacją to nic by się nie stało.
Monika Zaremba, rzecznik szpitala otwierdziła, że chłopak umarł 6 stycznia.
- Jesteśmy w trakcie rzeprowadzania badań histopatologicznych i zbierania informacji, które omogą komisji zajmującej się analizowaniem rzyczyn zgonów ocenienie, co w tym rzypadku było rzyczyną śmierci – informuje rzeczniczka. - Dopiero otem odejmiemy dalsze kroki.
Dzień o śmierci Marcina jego babcia obchodziła urodziny. Planowali wspólną uroczystość w gronie rodzinnym. Nie udało się.
- To był najsmutniejszy dzień w moim życiu – mówi Maryla Adamczyk.
Aleksandra Barcikowska
Źródło: koszal.in/forum/viewtopic.php?t=9704


Copyright (c) 2009 Vision... | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.